Już jutro będzie miała miejsce ostateczna rozgrywka sezonu 2007 Formuły 1. Ciekawe któremu z trzech pretendentów do tytułu mistrzowskiego będzie sprzyjać szczęście…
Niezwykły zbieg okoliczności mógłby spowodować, że wszyscy trzej ukończyliby mistrzostwa z takim samym dorobkiem punktowym, wystarczy że Räikkönen zająłby miejsce 2., Alonso – 4., Hamilton – 8. Wszyscy mieliby po 108 punktów. Mimo to, nie byłoby trzech mistrzów ex aequo, bo w myśl przepisów Räikkönen zdobyłby tytuł mając pięć zwycięstw w Grand Prix, podczas gdy obaj kierowcy McLarena mają ich po cztery.
Gdyby założyć, że walka odbędzie się tylko między Alonso i Hamiltonem istnieją cztery możliwe kombinacje miejsc w wyścigu na Interlagos, które doprowadziłyby do remisu i -- o ile się nie mylę – przyznania tytułu mistrza świata obydwu zawodnikom.
Poza Wielką Brytanią, w której Hamilton oczywiście robi furorę, w innych krajach cieszy się mniejszą sympatią. Główną przyczyną tego faktu jest wyraźne faworyzowanie tego zawodnika przez FIA i kierownictwo McLarena (obie instytucje są wszak zdominowane przez Brytyjczyków). Dlatego ja osobiście kibicuję Alonso, aby udało mu się powtórzyć sukces z poprzednich dwóch lat.
Na drugim planie będą emocje związane z naszym Robertem Kubicą – czy choć raz w tym sezonie będzie sprzyjało mu szczęście i samochód nie nawali? Dotychczasowa stabilność jego BMW pozostawia niestety wiele do życzenia.

