Kontynuując temat wspomniany niedawno zapraszam do relacji z pierwszych dni festiwalu odbywającego się obecnie w Irish Film Institute.
Jedną z największych atrakcji minionych dni był oczywiście przyjazd Jerzego Stuhra i jego dwukrotne spotkanie z widzami: w sobotę po projekcji Trzech kolorów: Biały (1994) oraz w niedzielę po Pogodzie na jutro (2003). Pierwsze spotkanie było poświęcone Krzysztofowi Kieślowskiemu i jego współpracy ze Stuhrem. W wielkim skrócie opowiedział on o pracy nad kolejnymi filmami, począwszy od Blizny (1976), poprzez kultowego Amatora (1979), rolę w Dekalogu, Dziesięć (1989) aż do wspomnianego Białego. Nie sposób też nie wspomnieć o niedokończonym projekcie przedwcześnie zmarłego Kieślowskiego – Duże zwierzę (2000).
W przypadku tego ostatniego, Stuhr podjął się rozbudowania bardzo krótkiej noweli, dobrej na jakąś etiudę filmową, w scenariusz filmu pełnometrażowego. W czasie spotkania w Dublinie wyjaśnił, że długo zastanawiał się jak oddać poetycki i groteskowy klimat opowiadania w filmie. Jako aktor przede wszystkim teatralny, twierdzi że w teatrze dysponuje większą gamą środków wyrazu, którymi można oddać tak nieuchwytne zjawiska jak poetyckość czy metafizykę. Zwrócił się z tym problemem do dwóch osób: Pawła Edelmana (autor zdjęć) i Moniki Sajko-Gradowskiej (scenograf), licząc na niekonwencjonalne pomysły. I takie w rezultacie były: użycie taśmy czarno-białej i umieszczenie akcji w górach. Choć technika monochromatyczna jest nadal stosowana często np. w teledyskach, jest ona uzyskiwana w postprodukcji a kręcona normalnie w kolorze. W tym przypadku Edelmanowi chodziło o faktyczny film czarno-biały; znacznie droższy i prawie niedostępny. Drugi pomysł (lokalizacja w górach) był niekonwencjonalny z uwagi na głównego bohatera, czyli wielbłąda, którego w naturze raczej spotyka się na pustyni. Na temat tego ostatniego Stuhr przytoczył też kilka ciekawostek. Ekipa filmowa musiała wypożyczyć nie jednego, a dwa wielbłądy z cyrku, ponieważ według właścicieli inaczej byłoby mu smutno. Stuhr żartował, że samej ekipie nie pozwolono zabrać żon na kręcenie zdjęć w Tymbarku, podczas gdy wielbłąd musiał mieć swoją towarzyszkę. Inna sprawa to typowe problemy ze zwierzętami w filmie i ich tresurą. Na przykład prosto napisać w scenariuszu „wielbłąd się zatrzymuje i wypija kałużę”, podczas gdy w rzeczywistości nakręcenie tej sceny to mordęga biorąc pod uwagę, że zwierzę może przeżyć kilka tygodni bez wody.
Cała sesja była tłumaczona na angielski dla nie-Polaków na sali (których, nota bene było trochę) – pauzy na tłumaczenie niestety wybijały z rytmu i zabierały oczywiście nieco czasu. Nie było go wystarczająco na bardziej szczegółową historię.
Fragment monologu Stuhra (8 MB), przepraszam za trzęsące się łapy, ale operowałem na dużym zoomie.
W niedzielę sesja z Jerzym Stuhrem była przeznaczona w głównej mierze na pytania od publiczności, więc wykorzystałem tę okazję aby zapytać o kwestię nurtującą mnie od dłuższego czasu. Chodzi mianowicie o udział Artura Barcisia w Dekalogu – występuje on w prawie wszystkich częściach jako tajemnicza postać, być może na kształt Anioła Stróża, choć są różne interpretacje. Jednakże Barciś nie pojawia się w ostatniej, dziesiątej części. Byłem ciekaw czy może pan Stuhr będzie coś na temat wiedział, ale niestety przyznał że został „zastrzelony” tym pytaniem i nie znał powodu.
W środę wybrałem się na pokaz dwóch filmów dokumentalnych: Wszystko może się przytrafić (1995) i Kino objazdowe (2005). Szczególnie ten pierwszy wywarł na mnie wrażenie, ale nic w tym dziwnego, bo wyszedł spod ręki znanego dokumentalisty Marcela Łozińskiego, reżysera m.in. znanego filmu 89 mm do Europy (1993). Bohaterem Wszystko może się przytrafić jest 6-letni Tomek Łoziński (syn reżysera), który biegając po parku zagaduje starsze osoby siedzące na ławkach. Pytania dotyczą ich przeszłości, samotności, planów, śmierci… Zaskakujące i wzruszające jest jak bardzo ci anonimowi ludzie otworzyli się przed chłopcem opowiadając o swoim życiu.
Czytając jakieś strzępki informacji o Kinie objazdowym spodziewałem się czegoś o klimacie magicznej Historii kina w Popielawach (1998) Jana Jakuba Kolskiego (choć nie był to dokument, oczywiście). Pod tym względem było pewne rozczarowanie, bo bohaterowie nie wydają się być wielkimi wielbicielami kina – ot nie mają pracy, więc ruszają w Polskę starym fiaciorem aby zobaczyć kraj puszczając filmy na prowincji. Sam pomysł wart jest naturalnie szczerego wsparcia, bo niewątpliwie telewizja czy komputer powodują, zwłaszcza w małych miejscowościach, że wartość kina jest praktycznie zapominana. Smutne jednak, że np. dwunastolatkowie proszą ich o fajki czy pytają o filmy porno, bo Bolek i Lolek już nie dla nich.
W środę było też otwarcie wystawy Drogi do Wolności poświęconej historii ruchu „Solidarność”. Otwarcia wystaw to zawsze okazja do spotkania lokalnych oficjeli, jak też napicia się darmowego wina :-) więc wybrałem się tamże. W czasie ceremonii otwarcia przemawiał m.in. ambasador Polski w Irlandii, pan Tadeusz Szumowski jak i dyrektor wystawy, pani Danuta Kobzdej. Dostępny w Dublinie fragment kolekcji składa się z kilkudziesięciu zdjęć i kilku filmów obrazujących zrywy wolnościowe w powojennej Polsce. Fotografie te są oczywiście dość znane dla osób przynajmniej trochę interesujących się historią ostatnich lat, niemniej warto zobaczyć je zebrane w jednym miejscu i w dużym formacie. Podoba mi się aranżacja tablic z fotografiami – w formie taśmy filmowej. Polecam odwiedzenie wystawy, znajduje się ona w Kościele pw. Świętych Michała i Jana, przylegającym do centrum Cultivate, wejście darmowe. Gdyby był problem ze znalezieniem, to dla ułatwienia dodam, że jest to rzut moherowym beretem od pubu Porterhouse, który powinien być znany każdemu szanującemu się Dublińczykowi.
(przepraszam za słabą jakość niektórych zdjęć)
Dzisiaj obejrzałem zaległe Pręgi (2004), film słusznie obsypany nagrodami na festiwalu w Gdyni. Kino było prawie pełne i choć oczywiście przeważali Polacy, dało się zauważyć trochę obcokrajowców co jest moim zdaniem dobrym znakiem, że nasz film nie musi być słaby w porównaniu do reszty Europy – jedynie brak mu reklamy.
Aktualizacja: zakończenie festiwalu.



























