Tydzień temu zakończyło się coroczne spotkanie polskich Linuksowców: Pingwinaria 2007. Piszę o tym dopiero dzisiaj, bo właśnie zebrało się trochę fotek z naszej grupy.
Generalnie, konferencja była jak zwykle przyjemna, choć jak dla naszej trójmiejskiej grupy, niestety odległa. Tym razem zdecydowaliśmy się wraz ze znajomymi na pociąg z kuszetkami z Gdyni do Krakowa, a stamtąd już autobusem do Krynicy-Zdrój.
Z kuszetki korzystałem pierwszy raz w życiu i w sumie nie był to zły pomysł, choć nie zawsze wart dodatkowych pieniędzy. Główną zmorą polskich pociągów z punktu widzenia informatyka jest, oczywiście, brak prądu w gniazdkach. Porażka totalna, bo nie można normalnie pokorzystać z laptoka. Podróż do Krakowa była też dość uciążliwa bo cały czas ktoś łaził po korytarzu i palił, choć wagon był naturalnie dla niepalących. Oczywiście zwracanie uwagi nie robiło na delikwencie wrażenia. Łoża PKP są bardzo twarde, w dodatku z niewiadomych przyczyn nie było pościeli.
W drodze powrotnej wagon był znacznie przyjemniejszy z kilku powodów. Primo był odizolowany od reszty ciopągu, przy wejściu trzeba było okazać bilet, który Pani Kontroler zachowała do rana, aby przyjść do przedziału i obudzić wysiadających (wielki plusik). Secundo, w przedziałach była pościel. Z minusów – znowu jakiś wieśniak palił przy kiblu, co niosło się na wagon, a także (jak można się było spodziewać) fazy w gniazdku brak. Odizolowanie wagonu miało też tę wadę, że koledzy udający się do Wars-u musieli nieźle się nagadać z jakimś cieciem od kluczy, bo kuszetki obsługiwała firma PKP Przewozy Regionalne, a restaurację PKP Intercity, więc on ma to gdzieś, że się chce iść do wagonu innej firmy (co z tego, że jedzie w tym samym składzie). Temu Panu życzę rozżarzonego pręta tam, gdzie on miał moich znajomych.
Wśród wykładów Pingwinariowych, szczególnie podobały mi się trzy: Szyfrowanie dysków (Krzysztof Leszczyński), Prawo dla Linuksiarzy (Roman Bieda, Wojciech Nartowski) i Edytor wzorów matematycznych dla platformy e-learningowej Moodle (Krzysztof Andrelczyk, Konrad Perzyński).
O szyfrowaniu już coś wiedziałem, bo raptem parę miesięcy temu skorzystałem ze standardu LUKS do zaszyfrowania jednej partycji na swoim laptopie. Całkiem ciekawa tematyka, zwłaszcza jeśli z jakichś powodów nie chcemy ujawiać faktu, że dysk jest w ogóle zaszyfrowany. Są specjalne algorytmy (nie LUKS), które wspierają tzw. plausible deniability, która jest techniką steganograficzną uniemożliwiającą (np. organom ścigania) udowodnienie, że dysk jest zaszyfrowany. Innymi słowy, zaszyfrowany dysk jest matematycznie nieodróżnialny od losowego ciągu bajtów.
Wykład prawników też zahaczał o problematykę szyfrowania. Głównym tematem było dość jasne (dla nieprawników) omówienie obowiązującego prawa w zakresie tzw. piractwa komputerowego. Duże zainteresowanie wzbudził też opis procedury stosowanej przez organa ścigania (czyt. BSA) podczas kontroli legalności oprogramowania.
Miałem też swój wykładzik na temat systemu do blogowania Pyblosxom, na którym zresztą jest oparty niniejszy blog. Referat można znaleźć na stronie Trójmiejskiej Grupy Użytkowników Linuksa.
Na koniec obiecane fotki:

